czwartek, 27 lutego 2014

Pola ryżowe, meduzy i jachty - oto St Carles de la Rapita - Katalonia 2012 - część 7

31.08.2014

Tarragona

 Czwartek spędziliśmy w Sant Carles de la Rapita, większość dnia nadrabiając zaległości w rozmowie ze znajomymi. W środę mieliśmy nieco zakrapiany wieczór - po kolacji, na którą zjedliśmy rybki i krojoną ośmiornicę, udaliśmy się do lokalnego baru na prawdziwe hiszpańskie mojito [czyt.: mohito] z miętą - mniam. Po tak obfitym we wrażenia dniu dopiero po południu udaliśmy się na spacer po miasteczku. 


Powyżej: Plaża w zakolu St Carles de la Rapita. Fot.: Monika Szostek

Sant Carles de la Rapita to raczej niewielka miejscowość portowa, ze sporą ilością pustostanów (po niedawnym boomie w nieruchomościach i późniejszym krachu w kryzysie sporo mieszkań pozostało nieużywanych). Plaże - choć niewielkie - urzekają spokojem, a tafla morza przypominała lustro. Przyjemnie tam - widoki miłe dla oka, tym bardziej, że po przeciwnej stronie od plaży rozciąga się pasmo skalistych gór (przepraszam: pagórków, według katalońskich standardów, ahem), których szczyty zwykle giną w chmurach, a łodzie zakotwiczone są w marinie, tworząc swoisty las masztów.

Powyżej: Deptak w St Carles - po prawej część przystani. Fot.: Monika Szostek

A w wodzie pełno jest meduz - wielkich jak wazy do zupy. Obserwowaliśmy je jak plyną do brzegu, by później rozłożyć się na wodzie i spokojnie sobie w niej bujać. Napotkaliśmy też chmary przeróżnych ryb - podobnie jak na Costa del Sol - karmionych chlebem przez lokalnych mieszkańców. Zabawnie było obserwować mewy podkradające kawałki pieczywa nieszczęsnym rybkom...


video
Powyżej: Płynąca meduza, czyli niezbyt interesujący filmik, ale my gapiliśmy się w wodę jak urzeczeni...

video
Powyżej: Karmienie ryb w St Carles. Ok, nie jest to bardzo ekscytujące, ale akurat trafiła nam się okazja popatrzeć... :)

U znajomych skosztowaliśmy też lokalnych przysmaków - wspaniale przyrządzony łosoś to jedno, co nam ogromnie smakowało, drugie to tutejsze wędlina - nadspodziewanie smaczna. Zresztą, wszystko było ucztą dla podniebienia...

Powyżej: Palma na promenadzie w St Carles. Fot.: Monika Szostek

Powyżej: Przypadkowa stop-klatka z St Carles de la Rapita. Fot.: Monika Szostek

Dla zainteresowanych:

St Carles de La Rapita to miejscowość wyrosła wokół tamtejszej przystani. To tam przypływają łódki i luksusowe jachty, między innymi z Wielkiej Brytanii. Do sławnych osobistości przybyłych do mariny w St Carles należy m.in. brytyjska piosenkarka Joss Stone. 

Jeśli ktoś miałby ochotę wybrać się na rejs swoim jachtem, polecam St Carles. :) Tam zajmują się też pełną obsługą związaną z utrzymaniem łodzi dowolnego rodzaju - firma świadcząca usługi nazywa się ASNAU (strona internetowa: www.asnau.com) i żadna praca nie jest im straszna... Po polsku też można się dogadać, gdyż w jej skład wchodzą polscy specjaliści!


O mnie:  




Nazywam się Monika Szostek. Moją pasją od zawsze było pisanie; 10 lat temu „złapałam robaka”, jak to mówią Anglicy, i pokochałam podróże, w które wyruszam, gdy tylko mogę. Z zawodu jestem tłumaczem języka angielskiego (to trzecia rzecz, którą lubię najbardziej na świecie). Gwarantuję usługi doskonałej jakości, w oparciu o kilkuletnie doświadczenie w tłumaczeniach (w tym technicznych dla przemysłu ciężkiego) oraz wieloletni pobyt w Wielkiej Brytanii, połączony ze studiami licencjackimi (dziennikarstwo) i magisterskimi (lingwistyka stosowana) w Southampton (to tam, skąd wypłynął Titanic; w mieście jest nawet muzeum…) Moja strona internetowa to www.adoz.manifo.com.
 
Zapraszam we wspólną podróż! :)

2 komentarze:

  1. hahaha, dzieki za reklame Monika!
    mozna dodac, ze w Sant Carles mamy najwiekszy port rybacki w Katalonii, skad ryby i owoce morza trafiaja na stoly calego regionu (co oznacza, ze w tutejszych restauracjach wszystko jest naprawde swieze), dwa porty jachtowe (lacznie okolo 1300 jachtow), a na pobliskiej delcie rzeki Ebro uprawiany jest ryz oraz na jej terenie znajduje sie park narodowy, gdzie mozna obcerwowac rozne gatunki ptakow, w tym flamingi, pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że jedzenie w St Carles było naprawdę pierwsza klasa - no ale też duża w tym zasługa mistrza-kucharza, czyli Twoja! :) Właśnie nie byłam pewna co do tych portów - wydawało mi się, że były dwa, ale w końcu już sobie zapomniałam. Pięknie tam i już, a zresztą jeszcze nie widziałam nadmorskiej miejscowości w Hiszpanii, gdzie by mi się nie podobało! :)

      Usuń

Popularne posty