niedziela, 23 lutego 2014

W Sitges patrz w górę - Katalonia - część 4

28 sierpnia 2012

Castelldefels

Sitges i Montserrat. Dwa miejsca w okolicach Barcelony, które zasługują na szczególną uwagę. Do Sitges wybraliśmy się wczoraj. Z klasztoru buddyjskiego przyjechaliśmy wcześnie - tak aby wykąpać się w morzu i zbudować słońce z piasku. Trochę nasz przypaliło - nasze plecy nabrały różowego koloru krewetkowego koktajlu. Tacy to właśnie - podsmażeni słońcem - pojechaliśmy późnym popołudniem do Sitges.


Powyżej: Kościół na skale w Sitges. Fot.: Monika Szostek 
Powyżej: Wieża kościoła wystająca zza muru - widok z tylnej ulicy. Fot.: Monika Szostek


Sama droga, wijąca się serpentyną wzdłuż wybrzeża, warta była wycieczki. Poszarpane, skaliste szczyty, fale rozbijające się pieniście o brzeg, stare domki i nowoczesne wille, nawet fabryki wyglądające jak z powieści Philipa K. Dick'a - wszystko to sprawia, że przeciętny zjadacz chleba odnosi wrażenie jakby ktoś - czy raczej cały kraj Hiszpanii - walił go po głowie czymś pięknym. Jeden zakręt - bach! - malowniczy krajobraz: morze, żaglówki i niebieskie niebo; drugi zakręt - bach! - potargane wodą i wiatrem skały, poprzetykane zielonym bogactwem tutejszej flory; trzeci zakręt - bach! - średniowieczny kościółek, niczym z hiszpańskiej wersji o Jasiu i Małgosi, innymi słowy - jak z baśni. I tak dalej - aż w końcu dojeżdża się do Sitges.


 Powyżej: Budynki fabryki wśród gór, w drodze z Sitges. Fot.: Monika Szostek

Sitges to małe nadmorskie miasteczko z wąskimi uliczkami, tłumami, które na nie wylegają oraz niepowtarzalną atmosferą. Najlepszą i zarazem najpiękniejszą częścią Sitges wydała nam się plaża i biegnąca wzdłuż niej promenada. To tu znajdujemy piękne bloki - hotele i domy mieszkalne, ozdobione tarasami, roślinnością i malowanymi doniczkami.


Powyżej: Ulica biegnąca wzdłuż promenady w Sitges - po lewej widać liczne bary i restauracje, zaś na jej końcu - kościół na skale. Fot.: Monika Szostek



Powyżej: Bloki wyrosłe wzdłuż promenady w Sitges - każdy miał w sobie jakiś oryginalny szczegół. Fot.: Monika Szostek

W ogóle Sitges wydaje się mieć osobną sferę - przez fakt, że uliczki są wąskie, trzeba wysoko podnosić głowę, aby dojrzeć to, co się w górze kryje. A kryje się sporo - a to kuty w żelazie balkon, a to fantazyjnie malowana okiennica, to zaś mozaikowa wieża lub dachówką zdobione wypustki.

Powyżej: Uliczka w Sitges. Fot.: Monika Szostek

Powyżej: Doniczki na balkonach w Sitges. Fot.: Monika Szostek

Powyżej: "Kafelkowe" nazwy ulicy - Ulica Świętego Sebastiana po hiszpańsku (górna) i katalońsku (dolna). Fot.: Monika Szostek

Powyżej: 5th Avenue w Sitges - prosto z Nowego Jorku... Fot.: Monika Szostek

Powyżej: Ostatnie piętra w centrum Sitges. Fot.: Monika Szostek

 Byliśmy oczarowani też ogromnymi palmami, szeroką plażą i ogromnym kościołem, zbudowanym na skale, o którą regularnie i konsekwentnie biją morskie fale. Stąd skała ta ma wygląd sera po mysich odwiedzinach - woda wgryza się w kamień skutecznie. Miał rację jeden z antycznych filozofów (Horacy bodajże) mówiąc: "Gutta cavat lapidem non vi, sed saepe cadendo." ("Kropla drąży kamień nie siłą, lecz gęstym spadaniem.")

video


Kościoła broni też syrena, gestem zatrzymując tych, którzy być może nie powinni wchodzić dalej. Jako że gest ten nie był na pewno skierowany ani do nas, ani do pozostałych, tłumnie przybyłych turystów, przybiłam syrenie piątkę i poszliśmy zwiedzać. Warto jechać do Sitges, oj warto.

Powyżej: Krzywa palma w Sitges. Fot.: Monika Szostek

Fot.: Dom w Sitges. Fot.: Monika Szostek

Powyżej: Wieża zegara pokryta jest mozaiką. Fot.: Monika Szostek

Fot.: Sklep rybny w Sitges - założony w 1985 roku. Fot.: Monika Szostek

Powyżej: Wszystko co owocowe. Fot.: Monika Szostek

Powyżej: Fragment kamienicy. Fot.: Monika Szostek

O mnie:  




Nazywam się Monika Szostek. Moją pasją od zawsze było pisanie; 10 lat temu „złapałam robaka”, jak to mówią Anglicy, i pokochałam podróże, w które wyruszam, gdy tylko mogę. Z zawodu jestem tłumaczem języka angielskiego (to trzecia rzecz, którą lubię najbardziej na świecie). Gwarantuję usługi doskonałej jakości, w oparciu o kilkuletnie doświadczenie w tłumaczeniach (w tym technicznych dla przemysłu ciężkiego) oraz wieloletni pobyt w Wielkiej Brytanii, połączony ze studiami licencjackimi (dziennikarstwo) i magisterskimi (lingwistyka stosowana) w Southampton (to tam, skąd wypłynął Titanic; w mieście jest nawet muzeum…) Moja strona internetowa to www.adoz.manifo.com.
 
Zapraszam we wspólną podróż! :)

1 komentarz:

  1. tam jeszcze nie bylismy, napewno wkrotce sie wybierzmy, bardzo tam ladnie

    OdpowiedzUsuń

Popularne posty